Zdaniem Lisa

blog polityczny Janusza Lisa

Archive for the 'Komentarze' Category

Nowy Parlament, a poziom dyskusji

Jak wiadomo niedawno zostały ogłoszone wyniki wyborów do Parlamentu Królestwa Scholandii. Mimo, że minęło bardzo mało czasu świeżo wybrani posłowie już zaczęli obniżać standard wypowiedzi, jaki udało się ustanowić poprzednim składom Wysokiej Izby. Poniżej prezentuję spis cytatów. Nie będę ich nawet komentował. Parafrazując pewnego realnego polityka można by powiedzieć: “Panowie Posłowie! Nie idźcie tą drogą!”

Dr dr net Piotr Jabłoński:
“Jak Pan posel na to wpadl ? Jestem pod wielkim wrazeniem. Myslalem jednak, ze zrobimy wszystko od razu … a tu popatrz, Posel Landecki sprowadzil mnie na ziemie.”
“Nie, odpowiedz prosta i logiczna, Pan nie rozumie, a co najgorsze nie idzie Panu tego przetlumaczyc.”
“Mundialu tam nie widze, chyba ze Pan Posel ma lepszy wzrok i widzi? Calkiem mozliwe w Pana wypadku. Szkoda tylko, ze przy tworzeniu ustawy tak dobrego wzroku Pan Posel nie mial, wielka szkoda.”

Mateusz Walczak:
“Pożytek dla Królestwa - o czym Pan mówi?! Może potrzebuje Pan okularów?!”
“Nie mam zamiaru Panu jeszcze raz wałkować tego samego do głowy.”
“Bo rozmawianie ze ślepcem o czerwonych jabłkach na pięknej jabłoni uważam za bezsens - Pan chyba też.”
“Nic dodać, nic ująć. Nie możemy zgłaszać się na Mundial ot tak, bo Posłowi Landeckiemu się chce.”
“Czy Pan umie wypowiedzieć inne zdanie niż coś w stylu “zorganizujemy v-mudnial”?! Zaczynam mieć wątpliwości, czy nie jest Pan w stanie jakiejś manii v-mundialowej. Ja rozumiem - są Mistrzostwa Europy i człowiekowi od nadmiaru piłki może się zrobić niedobrze… jednak w takich momentach lepiej zwrócić się do specjalistów z Mariusburga.”
“Ile razy mam wałkować Panu do głowy, że nie chodzi o kasę, nie chodzi nawet o ludzi, ale o to, że nie czas i pora na organizacje!”

Marcin Landecki:
“Słucham, jaka pazerność, śmieszny Pan jest.”
“Nie mam zamiaru odpisywać na Pańskie brednie. Nie będę zniżał się do Pańskiego niskiego poziomu .”

Powyższe cytaty pozostawię bez szerszego komentarza. Apeluję jedynie do Panów posłów o rozsądek i umiarkowanie. Traktowanie z szacunkiem oponentów politycznych jest pierwszym krokiem do skutecznej z nimi współpracy.

Wpis sponsoruje strona: http://cytaty.mikronacje.info 

Bo liczy się przede wszystkim dobra zabawa

Wielkimi krokami zbliża się koniec kadencji Rządu stworzonego przez Nową Demokrację, partię, która przed kilkoma dniami została formalnie rozwiązana. W tym wpisie nie wyjaśnię, dlaczego ND przestała istnieć. Jest to bowiem indywidualna sprawa każdego z byłych członków naszego ugrupowania, a ja nie czuję się uprawniony do wypowiedzi w imieniu ogółu. Powiem zatem tylko dlaczego to ja postanowiłem, że moje dni w polityce (na jakiś czas) się skończyły.

Ostatnie cztery miesiące były dla mnie okresem niezwykle ciężkiej pracy w Scholandii. Częste rozmowy z ministrami, dyskusje na LD, w Parlamencie, tworzenie kolejnych nowelizacji aktów prawnych, to wszystko spowodowało, że zatraciłem świeżość i entuzjazm do działania. Aktywność w Scholandii przestała być dla mnie przyjemnością, a stała się obowiązkiem, za którego wykonywanie jeszcze zazwyczaj nie usłyszałem dobrego słowa. Tak, to właśnie krytyka, której poddawany był mój rząd była jednym z powodów, dla których rozdział pod tytułem “polityka” zamknąłem na bliżej nieokreślony czas. Nikt nie będzie podchodził z entuzjazmem do działania, jeśli pozytywne efekty nie będą doceniane, a wszelkie, najdrobniejsze nawet błędy, poddane zostaną mocnej krytyce.

Zapewne starsi mieszkańcy Scholandii pamiętają, że przed laty sam kojarzony byłem właśnie z krytykowaniem wszystkiego co mnie otacza. Teraz, z perspektywy czasu widzę, że takie działanie, nawet prowadzone w dobrej wierze często niesie ze sobą negatywne skutki. Zdałem sobie z tego sprawę, gdy na realnym spotkaniu z jednym ze Scholandczyków dowiedziałem się, że byłem bardzo bliski przegonienia owego mieszkańca z naszego Królestwa. Do pozbawienia radości z działania wystarczyło kilka zadanych w dobrej wierze pytań w Parlamencie.

Między innymi z tego właśnie powodu teraz mam świadomość tego, że krytyka jest niezwykle niebezpiecznym narzędziem i należy go bardzo rozważnie używać. To dlatego po prezentacji programu przez SPD skupiłem się na pozytywnych jego fragmentach zamiast poddać krytyce punkty, z którymi się nie zgadzam. Jaki bowiem byłby sens w pozbawianiu przyszłych rządzących entuzjazmu? Sam przez to przeszedłem i nikomu nie życzę.

Scholandzkie nobilitacje

Artykuł Mateusza Walczaka opublikowany w Scholandzkiej Agencji Informacyjnej porusza bardzo ciekawy temat, mianowicie brak złożenia przyrzeczenia wierności i lojalności wobec Korony przez nobilitowanych ostatnim dekretem królewskim. Nie będę się rozpisywał na temat tego, z jakich powodów JKM Armin Frederik wydał dekret o nobilitacjach, może przyjdzie na to pora w przyszłości. Najbardziej mnie zastanawia w tej sprawie to, co zrobi Król? Czy dekret, wyraźnie niewykonywany, zostanie zniesiony? Czy dekret noblilitacyjny wydany zostanie raz jeszcze, z uwzględnieniem tego, że baron de Yremy odmówił przyjęcia tytułu? (swoją drogą, polecam Mateuszowi Walczakowi zebranie informacji z pierwszej ręki dotyczących powodów odmówienia przyjęcia tytułu przez barona de Yremy… albo przynajmniej przeczytanie oświadczenia wydanego w tej sprawie).

Drugą sprawą poruszoną przez Mateusza Walczaka jest odejście Artura Urbana ze Scholandii i przenosiny do Królestwa Dreamlandu. Zupełnie nie zgadzam się z autorem, jakoby Król miał podejmować kroki w kierunku pozbawienia nadanego wcześniej tytułu Kawalera. To, że Artur Urban zdecydował się zakończyć swoje życie w Scholandii i przenieść swoją aktywność do Dreamlandu w żaden sposób nie oznacza, że zdradził on nasze Królestwo. Każdy człowiek ma prawo wyboru miejsca, w którym mieszka i żyje. Artur Urban swoim odejściem nie naraził na szwank Scholandii, nie mieszka też w Dreamlandzie pod tym samym nazwiskiem. Nie widzę zatem żadnych podstaw do tego, by z racji swoich przenosin był w jakikolwiek sposób karany.

Fenomen Marcina Landeckiego

Ponad pół roku temu przybył do Scholandii Marcin Landecki, najbardziej kontrowersyjna obecnie postać naszego Królestwa. Z jednej strony świetny organizator, człowiek, któremu aktywności pozazdrościć może większość Scholandczyków. Z drugiej jednak to osoba o niezwykłej słabości do pieniędzy.

Niedługo po przybyciu do Scholandii Marcin Landecki został pełnomocnikiem Rządu do spraw promocji. W trakcie pełnienia tej funkcji jednak więcej niż o promocji mówiło się o malwersacjach finansowych. Najpierw Marcin Landecki sciągał do Scholandii realnych znajomych, by Ci wpłacali mu swoją kwotę startową. Sprawa trafiła nawet do Sądu, lecz Marcin Landecki został uniewinniony. Czy Landeckiego czegoś to nauczyło? Tak, zaczął w sposób bardziej wyszukany oszukiwać Państwo.

Jeśli bezpośrednie przelewy nie wchodziły już w grę, bo MFiG Jerzy Mordecki uważnie się im przyglądał czas na bardziej wysublimowane metody. Marcin Landecki postanowił zatem namówić do przybycia do Scholandii kolejnych znajomych, którzy za pomocą przelewów symulujących opłaty za kamienicę czyścić ich konta. Tu jednak też sprytniejszy okazał się Mordecki, który skierował do Sądu kolejną sprawę. Tym razem zakończoną wyrokiem skazującym. W międzyczasie Landecki pożegnał się z posadą pełnomocnika rządu (o dziwo nie został zdymisjonowany, jedynie przyjęto jego dobrowolną rezygnację) oraz członka SPD.

Wydawało się, że na tym zakończą się “lepkie łapki” Landeckiego. Niestety, rzeczywistość okazała się inna. Landecki wraz z ze znajomymi rozpoczął zakrojoną na szeroką skalę akcję wyłudzania dofinansowań. Z otrzymanych państwowych dotacji finansował swoją firmę, która z powodu przeinwestowania tonęła w długach. Nie będę już wspominał o tym, że struktura własnościowa firmy wciąż się zmieniała. Najpierw udziałowcami byli politycy SPD Krystian Gmurek i Piotr Jabłoński, którzy widocznie dali się przekonać do “interesu stulecia”. Na szczęście po ujawnieniu afer wycofali się ze swoich udziałów. Zapewne nie wiedzieli o niecnych poczynaniach głównego właściciela spółki.

Oczywiście Landecki nie byłby postacią kontrowersyjną, gdyby zajmował się jedynie nieczystymi interesami. Najgorsze w tej całej sprawie jest to, że i wiele pozytywnych inicjatyw ma na swoim koncie. Najważniejszą z nich jest bardzo dobre przygotowanie rozgrywek Scholandzkiej Ligi Sportów Motorowych. Nie dość, że zawody cieszyły się sporym powodzeniem, to jeszcze organizator opublikował ciekawe opisy większości wyścigów. Także i wypłaty nagród odbywały się bez większych opóźnień. Można by zatem w tej kwestii stawiać Landeckiego za wzór.

Przed kilkoma tygodniami Marcin Landecki otrzymał od ND szansę naprawienia swoich dawnych win podczas piastowania stanowiska PO Prefekta Arden i Isnelii. W celu zabezpieczenia się przed malwersacjami finansowymi Rząd zastrzegł sobie prawo decyzji o wszystkich wydatkach dokonywanych przez prefekta. Miało to nauczyć Marcina Landeckiego zasad uczciwego gospodarowania finansami samorządu. Wydaje się, ze polityka ta przyniosła pewien skutek, bowiem Marcin Landecki został jednym z najaktywniejszych prefektów. Aktywnie brał udział w konkursie MSWiA na najlepszą wewnętrzną promocję prowincji.

Od kilku dni Landecki jest już pełnoprawnym prefektem Arden i Isnelii, gdyż zwyciężył w organizowanych przez MSWiA wyborach. Jakie będą dalsze losy jego i pieniędzy prowincji? Już pojawiają się pierwsze symptomy tego, że Landecki się nie zmienił. Oby jednak to były jedynie złe dobrego początki. Marcin Landecki jest postacią o niezwykłym potencjale, to właśnie niepohamowany ciąg do pieniędzy jest główną przeszkodą na drodze do zrobienia kariery w Scholandii.

Sztuka ignorancji

Większość osób zapewne wie, co oznacza symbol trzech małpek, z których jedna zakrywa oczy, druga usta, a trzecia uszy. Co to ma do Scholandii? W buddyzmie to symbol ochrony przed złem. Dla mnie jednak bardziej teraz kojarzy się z ignorancją, z jaką spotykam się ze strony Sędziego KSS, Księcia Arden, Andre van Starcka.

Trzy razy kierowałem za pośrednictwem LD Królestwa Scholandii pytanie o podstawę prawną do pozbawienia możliwości odwołania od wyroku KSS w sprawie o zbadanie zgodności z Konstytucja ustawy o kulturze. Trzy razy moje pytanie trafiało w próżnię, mimo, że w międzyczasie Książę van Starck brał udział w dyskusjach na liście. Tym razem na łamach mojego politycznego bloga powtórzę je po raz czwarty z nadzieją, ze wreszcie uzyskam odpowiedź.

Jaśnie Oswiecony Książę, Panie Sędzio!

Proszę o podanie fragmentu Konstytucji, który daje Sadowi możliwość pozbawienia prawa do odwołania od wyroku, które jest zagwarantowane w art. 107. ust 3 KKS.

Nie zwykłem komentować wyroków Sądu, teraz też staram się tego nie czynić, mimo, że z orzeczeniem Sądu się nie zgadzam. Oczekuję jednak, że działania Sądu będą w prostej linii wynikiem zapisów prawa scholandzkiego. W żadnym wypadku orzeczenie Sądu nie może być sprzeczne z zapisami Konstytucji Królestwa Scholandii. Niestety w obecnej chwili nie mam podstaw by twierdzić, że było inaczej. W końcu Sędzia von Starck nawet nie próbował mnie przekonać do słuszności swojego działania. Jasne, nie musiał tego robić. Sąd w żaden sposób nie zależy od Rządu, Nowej Demokracji czy Janusza Lisa. Przyzwoitym jest jednak udzielanie odpowiedzi na zadane pytania. Zwłaszcza gdy jest się osobą tak doświadczoną i wysoko postawioną jak Ksiązę van Starck.

Nie wierzę w jakąkolwiek niewiedzę z zakresu znajomości Konstytucji Królestwa. W końcu Książę van Starck jest jednym z głównych jej twórców. Przyczyny tego, że wyrok został wydany z rażącym (niestety mam wrażenie, że tylko mnie) naruszeniem przepisów mogę się jedynie domyślać.