Zdaniem Lisa

blog polityczny Janusza Lisa

Miesiąc Rządu za nami

Czas szybko płynie, zwłaszcza w wakacje. Kto by pomyślał, że mija już miesiąc, od kiedy zaprzysiężony został Rząd Krystiana Gmurka. Przyszedł zatem już najwyższy czas na pierwsze podsumowanie.

Krystian Gmurek przedstawiając expose wykonał bardzo sprytne posunięcie. Nie obiecał w nim praktycznie nic, więc trudno rozliczać Rząd za wykonanie niezapowiadanych obietnic. W mojej analizie zatem będę porównywał to co zostało zrobione z tym, co uważam że zrobione być powinno.

Swoje podsumowanie rozpocznę od głowy rządu, czyli premiera Krystiana Gmurka. Odnoszę wrażenie, że dotychczas prace wykonywane są jak najmniejszym wkładem sił. Jedynym widocznym objawem pracy premiera było wydanie rozporządzenia o podziale kompetencji ministerstw. Brakuje sensownej polityki informacyjnej, Centrum Rządowe nie zawiera ŻADNEJ informacji o dokonaniach rządu. W poprzedniej kadencji to ja byłem premierem, więc wiem, że spora część działalności toczy się tam, gdzie opinia publiczna dostępu nie ma. Pozostaje mi mieć nadzieję, że obecnie jest podobnie.

Skoro za mną już podsumowanie pracy Krystiana Gmurka jako premiera, pora przyjrzeć resortowi, którym kieruje, czyli Ministerstwa Finansów i Gospodarki. Wśród dokonań można wymienić przygotowanie budżetu (Poseł Landecki z pewnością w komentarzu napisze, że przecież budżet został przedstawiony po konstytucyjnym terminie) oraz zmianę prezesa spółek skarbu państwa, na Jerzego Mordeckiego. Nie chcę być złośliwy, ale to trochę mało jak na miesiąc pracy. Brakuje mi najbardziej próby nawiązania współpracy z systemowcami, którzy zawsze bardziej przychylnie patrzyli na Scholandzką Partię Demokratyczną, niż na Nową Demokrację. Oczywiście, także i w tej kwestii opinia publiczna może o pewnych sprawach nie wiedzieć.

Pora na resort kierowany przez brata obecnego premiera, czyli Piotr Jabłoński i Ministerstwo Kultury i Promocji. Przez pierwszy miesiąc pracy ministra zauważyłem dwa przejawy aktywności. Pierwszy to stojąca na bardzo wysokim poziomie wystawa prac Elżbiety Adonju. Drugi to konkurs promocyjny, o którym mowa była jeszcze przed wyborami. Trochę to mało, jak na miesiąc działania, zwłaszcza, że zupełnie zaniedbane zostało Centrum Promocji Scholandii i portal e-Kultura. Mam też wrażenie, że Pan Minister nie prowadzi żadnych działań promocyjnych, a jeśli to czyni, to z pewnością nie informuje o tym opinii publicznej. Mam jeszcze jedno zastrzeżenie do Ministra Kultury, chodzi mi mianowicie o sposób prowadzenia dialogu na linii MK - trener reprezentacji. Uważam, że Lista Dyskusyjna nie służy do prowadzenia służbowej korespondencji przełożonego z podwładnym. Dużo lepszy, moim zdaniem, efekt przyniosłaby spokojna rozmowa przeprowadzona w cztery oczy. Być może wtedy Pan Minister dowiedziałby się dlaczego Maciej Derby nie odpowiada na maile z LD.

Pora na Ministerstwo Spraw Zagranicznych kierowane przez Pana Mateusza Walczaka. Chcąc uniknąć argumentu, że na sprawach zagranicznych się nie znam poprosiłem o podsumowanie tego resortu byłego MSZ, Marcina Pośpiecha, który powiedział:

“Mateusz Walczak, po ponownym przejęciu teki ministra spraw zagranicznych, rozpoczął swoją pracę od wysłania maili do ambasadorów (z dnia 3 lipca) z zapytaniem, czy są dalej zainteresowani pełnieniem swoich funkcji, czy ich placówki posiadają strony internetowe oraz czy po reformie byliby chętni przejąć 1-2 placówki jako charge d’affaires. Zapowiedziane zostały kolejne rozmowy, tym razem już bardziej konkretne.

10 lipca na liście dyskusyjnej pojawia się oświadczenie Królewskiego Rządu Scholandii, w którym oficjalnie potępiono działania WRNOR i wyrażono poparcie dla JW Sułtana oraz Premiera Al-Rajn. W następnym mailu hrabia Walczak przedstawił mieszkańcom Scholandii sytuację w
Sułtanacie oraz poinformował o misji specjalnej OPM kierowanej przez niego i wysłanej właśnie do Sułtanatu.

Kolejnym krokiem było dokończenie sprawy zaczętej jeszcze przeze mnie - traktatu o wzajemnym uznaniu z Piątą Rzeczpospolitą Polską. Sprawa zaczęta, a nie zamknięta za mojej kadencji z powodu konieczności czekania na podpis Króla Dreamlandu, który akurat w tym czasie był nieobecny. Po uzyskaniu podpisu, 10 lipca JE Walczak ogłasza traktat
na LD, a JKM Ulryk Dariusz publikuje go w Scholandzkim Systemie Prawnym.

JE Walczakowi nie można odmówić wysokiej aktywności w dyskusjach na forum OPM. Szkoda jednak, że tak opieszale podchodzi do reform w scholandzkim korpusie dyplomatycznym i zaniedbał sprawę Stałej Komisji Traktatowej oraz zapowiadanych prac nad poprawą stosunków z Królestwem Dreamlandu. Obywatelom Scholandii nie wiadomo także nic na temat
kontynuacji tego, co jako poprzedni rząd zaczęliśmy, a czego owocem było oświadczenie wspólne Scholandii i Dreamlandu z dnia 28 czerwca. Mam tutaj na myśli głównie v-Olimpiadę, LD Sojuszu oraz samą reformę Sojuszu. Niepokoi również fakt słabej współpracy z Księstwem Sarmacji, nad którą ciężko pracowaliśmy. Sama deklaracja rządowego sponsoringu
nagród w Festiwalu to niemalże nic, biorąc dodatkowo pod uwagę to, że jeszcze do dzisiaj nie wiadomo, jakiej wysokości te nagrody będą.”

Na zakończenie przyjrzę się działalności Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, Pana Kamila Magnusa. Jako, że jestem prefektem Dolii i Faerie mam możliwość od środka oglądać działania Pana Ministra. Początek był jak najbardziej pozytywny, podobnie jak pozostali prefekci poproszony zostałem o przedstawienie aktualnej sytuacji prowincji. Zebranie takich informacji pozwoliło ministrowi zorientować się w problemach samorządów i przedsięwzięcie odpowiednich działań, by te problemy rozwiązać. Zabrakło jednak tego drugiego kroku, gdyż odnoszę wrażenie, że Pan Minister informacje od prefektów przyjął do wiadomości, ale nie wyciągnął wniosków mogących doprowadzić do rozwiązania problemów. Drugi kontakt z Panem Ministrem to sprawa wytypowania miasta, które zgłoszone zostanie do ulokowania biblioteki Organizacji Polskich Mikronacji. Tu również mail skierowany został do wszystkich prefektów, ale znów zabrakło dalszego działania. Nie wiadomo, które z miast zostanie wytypowane przez Scholandię. Trzecim działaniem podjętym przez MSWiA są poszukiwania osoby chętnej do wykonania bannera. Niestety poszukiwania odbywają się za pośrednictwem listy dyskusyjnej, zatem nie wróżę im wielkiego powodzenia. Mamy zatem trzy objawy aktywności ministra, to trochę mało, jak na miesiąc działania. Brakuje mi zadań dla prefektów, minister nie wskazuje samorządom, które dziedziny powinni rozwijać w największym stopniu. Nie ma też żadnej zachęty do tworzenia statutów prowincji. Podobnie zatem jak w pozostałych resortach jest tu jeszcze bardzo dużo do zrobienia.

Podsumowując mogę podkreślić jeden, niezaprzeczalny plus obecnej Rady Ministrów. Rząd nie popełnia błędów. Odnoszę jednak wrażenie, że dzieje się tak zgodnie z powiedzeniem, że nie popełnia błędów tylko ten, kto mało robi.

Nowy Parlament, a poziom dyskusji

Jak wiadomo niedawno zostały ogłoszone wyniki wyborów do Parlamentu Królestwa Scholandii. Mimo, że minęło bardzo mało czasu świeżo wybrani posłowie już zaczęli obniżać standard wypowiedzi, jaki udało się ustanowić poprzednim składom Wysokiej Izby. Poniżej prezentuję spis cytatów. Nie będę ich nawet komentował. Parafrazując pewnego realnego polityka można by powiedzieć: “Panowie Posłowie! Nie idźcie tą drogą!”

Dr dr net Piotr Jabłoński:
“Jak Pan posel na to wpadl ? Jestem pod wielkim wrazeniem. Myslalem jednak, ze zrobimy wszystko od razu … a tu popatrz, Posel Landecki sprowadzil mnie na ziemie.”
“Nie, odpowiedz prosta i logiczna, Pan nie rozumie, a co najgorsze nie idzie Panu tego przetlumaczyc.”
“Mundialu tam nie widze, chyba ze Pan Posel ma lepszy wzrok i widzi? Calkiem mozliwe w Pana wypadku. Szkoda tylko, ze przy tworzeniu ustawy tak dobrego wzroku Pan Posel nie mial, wielka szkoda.”

Mateusz Walczak:
“Pożytek dla Królestwa - o czym Pan mówi?! Może potrzebuje Pan okularów?!”
“Nie mam zamiaru Panu jeszcze raz wałkować tego samego do głowy.”
“Bo rozmawianie ze ślepcem o czerwonych jabłkach na pięknej jabłoni uważam za bezsens - Pan chyba też.”
“Nic dodać, nic ująć. Nie możemy zgłaszać się na Mundial ot tak, bo Posłowi Landeckiemu się chce.”
“Czy Pan umie wypowiedzieć inne zdanie niż coś w stylu “zorganizujemy v-mudnial”?! Zaczynam mieć wątpliwości, czy nie jest Pan w stanie jakiejś manii v-mundialowej. Ja rozumiem - są Mistrzostwa Europy i człowiekowi od nadmiaru piłki może się zrobić niedobrze… jednak w takich momentach lepiej zwrócić się do specjalistów z Mariusburga.”
“Ile razy mam wałkować Panu do głowy, że nie chodzi o kasę, nie chodzi nawet o ludzi, ale o to, że nie czas i pora na organizacje!”

Marcin Landecki:
“Słucham, jaka pazerność, śmieszny Pan jest.”
“Nie mam zamiaru odpisywać na Pańskie brednie. Nie będę zniżał się do Pańskiego niskiego poziomu .”

Powyższe cytaty pozostawię bez szerszego komentarza. Apeluję jedynie do Panów posłów o rozsądek i umiarkowanie. Traktowanie z szacunkiem oponentów politycznych jest pierwszym krokiem do skutecznej z nimi współpracy.

Wpis sponsoruje strona: http://cytaty.mikronacje.info 

Bo liczy się przede wszystkim dobra zabawa

Wielkimi krokami zbliża się koniec kadencji Rządu stworzonego przez Nową Demokrację, partię, która przed kilkoma dniami została formalnie rozwiązana. W tym wpisie nie wyjaśnię, dlaczego ND przestała istnieć. Jest to bowiem indywidualna sprawa każdego z byłych członków naszego ugrupowania, a ja nie czuję się uprawniony do wypowiedzi w imieniu ogółu. Powiem zatem tylko dlaczego to ja postanowiłem, że moje dni w polityce (na jakiś czas) się skończyły.

Ostatnie cztery miesiące były dla mnie okresem niezwykle ciężkiej pracy w Scholandii. Częste rozmowy z ministrami, dyskusje na LD, w Parlamencie, tworzenie kolejnych nowelizacji aktów prawnych, to wszystko spowodowało, że zatraciłem świeżość i entuzjazm do działania. Aktywność w Scholandii przestała być dla mnie przyjemnością, a stała się obowiązkiem, za którego wykonywanie jeszcze zazwyczaj nie usłyszałem dobrego słowa. Tak, to właśnie krytyka, której poddawany był mój rząd była jednym z powodów, dla których rozdział pod tytułem “polityka” zamknąłem na bliżej nieokreślony czas. Nikt nie będzie podchodził z entuzjazmem do działania, jeśli pozytywne efekty nie będą doceniane, a wszelkie, najdrobniejsze nawet błędy, poddane zostaną mocnej krytyce.

Zapewne starsi mieszkańcy Scholandii pamiętają, że przed laty sam kojarzony byłem właśnie z krytykowaniem wszystkiego co mnie otacza. Teraz, z perspektywy czasu widzę, że takie działanie, nawet prowadzone w dobrej wierze często niesie ze sobą negatywne skutki. Zdałem sobie z tego sprawę, gdy na realnym spotkaniu z jednym ze Scholandczyków dowiedziałem się, że byłem bardzo bliski przegonienia owego mieszkańca z naszego Królestwa. Do pozbawienia radości z działania wystarczyło kilka zadanych w dobrej wierze pytań w Parlamencie.

Między innymi z tego właśnie powodu teraz mam świadomość tego, że krytyka jest niezwykle niebezpiecznym narzędziem i należy go bardzo rozważnie używać. To dlatego po prezentacji programu przez SPD skupiłem się na pozytywnych jego fragmentach zamiast poddać krytyce punkty, z którymi się nie zgadzam. Jaki bowiem byłby sens w pozbawianiu przyszłych rządzących entuzjazmu? Sam przez to przeszedłem i nikomu nie życzę.

Raport z działalności Rady Ministrów

W minioną niedzielę odbyło się spotkanie Rady Ministrów z mieszkańcami Scholandii. W trakcie spotkania zaprezentowane zostały dotychczasowe osiągnięcia Królewskiego Rządu Scholandii (zapis na http://lis.mikronacje.info/pliki/konferencja.pdf), był też czas na zadawanie pytań.

Mogę nieskromnie powiedzieć, że spotkanie zakończyło się sukcesem, gdyż na chat przybyli wszyscy członkowie Rządu, oraz wielu mieszkańców, którzy nieczęsto uczestniczą w coniedzielnych rozmowach. Cieszy też to, że zadana została duża liczba pytań.  Większość z nich dotyczyła przedwyborczego programu Koalicyjnego Komitetu Wyborczego ND i PLI, oraz realizacji tego programu.  To co mnie jednak najbardziej cieszy, to brak posądzeń o szerzenie prorządowej propagandy, czego obawiałem się przed spotkaniem. Widać, że uczestnicy spotkania zgadzają się z przedstawionymi przeze mnie tezami o wysokiej aktywności Rady Ministrów. Prawdą jest, że obecny Rząd nie jest idealny, prawdą jest też to, że części z punktów naszego niezwykle ambitnego planu nie uda się wykonać. Podobnie jednak faktem jest też to, że trudno wyobrazić sobie, by Rząd w innym składzie osobowym mógł dokonać więcej, niż my.

Polityka informacyjna a propaganda

Zainspirowany doniesieniami opozycji o słabej polityce informacyjnej Rządu Królestwa Scholandii postanowiłem zorganizować konferencję na chacie, gdzie będzie można poznać dokonania obecnego gabinetu. Najbardziej jednak zastanawia mnie to, czy po tej konferencji ci sami opozycjoniści nie zaczną twierdzić, że Rząd karmi ludzi propagandą.

Dotychczas działalność Rady Ministrów Scholandii można było poznać z pojawiających się co kilka dni informacji na LD KS. Były to informacje suche, w rodzaju “Ministerstwo X zrobiło Y”. Widać taki sposób informowania nie jest wystarczający dla niestrudzonych opozycjonistów. Dlatego właśnie, by spróbować zadowolić przeciwną frakcję polityczną postanowiłem dodać do tych informacji analizę, by już nie było tylko kto i co, ale też i dlaczego. Pojawi się zatem próba analizy przyczyn i możliwych skutków działań podejmowanych przez Rząd. Czy zostanie to uznane za propagandę?

Proponuję, drogi Czytelniku, byś sam się o tym przekonał. Wejdź zatem na chat w niedzielę, 18 maja o godzinie 20. Jeśli nie uda Ci się dotrzeć, trudno, postaram się udostępnić Ci zapis z konferencji.

Scholandzkie nobilitacje

Artykuł Mateusza Walczaka opublikowany w Scholandzkiej Agencji Informacyjnej porusza bardzo ciekawy temat, mianowicie brak złożenia przyrzeczenia wierności i lojalności wobec Korony przez nobilitowanych ostatnim dekretem królewskim. Nie będę się rozpisywał na temat tego, z jakich powodów JKM Armin Frederik wydał dekret o nobilitacjach, może przyjdzie na to pora w przyszłości. Najbardziej mnie zastanawia w tej sprawie to, co zrobi Król? Czy dekret, wyraźnie niewykonywany, zostanie zniesiony? Czy dekret noblilitacyjny wydany zostanie raz jeszcze, z uwzględnieniem tego, że baron de Yremy odmówił przyjęcia tytułu? (swoją drogą, polecam Mateuszowi Walczakowi zebranie informacji z pierwszej ręki dotyczących powodów odmówienia przyjęcia tytułu przez barona de Yremy… albo przynajmniej przeczytanie oświadczenia wydanego w tej sprawie).

Drugą sprawą poruszoną przez Mateusza Walczaka jest odejście Artura Urbana ze Scholandii i przenosiny do Królestwa Dreamlandu. Zupełnie nie zgadzam się z autorem, jakoby Król miał podejmować kroki w kierunku pozbawienia nadanego wcześniej tytułu Kawalera. To, że Artur Urban zdecydował się zakończyć swoje życie w Scholandii i przenieść swoją aktywność do Dreamlandu w żaden sposób nie oznacza, że zdradził on nasze Królestwo. Każdy człowiek ma prawo wyboru miejsca, w którym mieszka i żyje. Artur Urban swoim odejściem nie naraził na szwank Scholandii, nie mieszka też w Dreamlandzie pod tym samym nazwiskiem. Nie widzę zatem żadnych podstaw do tego, by z racji swoich przenosin był w jakikolwiek sposób karany.

Przedstaw się na Liście Dyskusyjnej

Poważnym problemem, z którym spotykają się nowi mieszkańcy jest brak pracy, interesującego zajęcia, które pomogłoby zainteresować daną osobę naszym państwem. Najłatwiejszym sposobem na znalezienie pracy, oraz zdobycie wirtualnych kontaktów jest przedstawienie się na Liście Dyskusyjnej. Żeby zachęcić ludzi do takiego działania rozpoczynam akcję wsparcia finansowego dla takiego działania. Od dziś do odwołania każdy mieszkaniec, który wyśle na LD maila powitalnego otrzyma ode mnie 20 ar.  Mail powitalny powinien zawierać podstawowe informacje dotyczące mieszkańca, a zatem zainteresowania i umiejętności danej osoby.

Nie bójcie się napisać coś o sobie. Wyjdzie Wam to tylko na zdrowie.

Fenomen Marcina Landeckiego

Ponad pół roku temu przybył do Scholandii Marcin Landecki, najbardziej kontrowersyjna obecnie postać naszego Królestwa. Z jednej strony świetny organizator, człowiek, któremu aktywności pozazdrościć może większość Scholandczyków. Z drugiej jednak to osoba o niezwykłej słabości do pieniędzy.

Niedługo po przybyciu do Scholandii Marcin Landecki został pełnomocnikiem Rządu do spraw promocji. W trakcie pełnienia tej funkcji jednak więcej niż o promocji mówiło się o malwersacjach finansowych. Najpierw Marcin Landecki sciągał do Scholandii realnych znajomych, by Ci wpłacali mu swoją kwotę startową. Sprawa trafiła nawet do Sądu, lecz Marcin Landecki został uniewinniony. Czy Landeckiego czegoś to nauczyło? Tak, zaczął w sposób bardziej wyszukany oszukiwać Państwo.

Jeśli bezpośrednie przelewy nie wchodziły już w grę, bo MFiG Jerzy Mordecki uważnie się im przyglądał czas na bardziej wysublimowane metody. Marcin Landecki postanowił zatem namówić do przybycia do Scholandii kolejnych znajomych, którzy za pomocą przelewów symulujących opłaty za kamienicę czyścić ich konta. Tu jednak też sprytniejszy okazał się Mordecki, który skierował do Sądu kolejną sprawę. Tym razem zakończoną wyrokiem skazującym. W międzyczasie Landecki pożegnał się z posadą pełnomocnika rządu (o dziwo nie został zdymisjonowany, jedynie przyjęto jego dobrowolną rezygnację) oraz członka SPD.

Wydawało się, że na tym zakończą się “lepkie łapki” Landeckiego. Niestety, rzeczywistość okazała się inna. Landecki wraz z ze znajomymi rozpoczął zakrojoną na szeroką skalę akcję wyłudzania dofinansowań. Z otrzymanych państwowych dotacji finansował swoją firmę, która z powodu przeinwestowania tonęła w długach. Nie będę już wspominał o tym, że struktura własnościowa firmy wciąż się zmieniała. Najpierw udziałowcami byli politycy SPD Krystian Gmurek i Piotr Jabłoński, którzy widocznie dali się przekonać do “interesu stulecia”. Na szczęście po ujawnieniu afer wycofali się ze swoich udziałów. Zapewne nie wiedzieli o niecnych poczynaniach głównego właściciela spółki.

Oczywiście Landecki nie byłby postacią kontrowersyjną, gdyby zajmował się jedynie nieczystymi interesami. Najgorsze w tej całej sprawie jest to, że i wiele pozytywnych inicjatyw ma na swoim koncie. Najważniejszą z nich jest bardzo dobre przygotowanie rozgrywek Scholandzkiej Ligi Sportów Motorowych. Nie dość, że zawody cieszyły się sporym powodzeniem, to jeszcze organizator opublikował ciekawe opisy większości wyścigów. Także i wypłaty nagród odbywały się bez większych opóźnień. Można by zatem w tej kwestii stawiać Landeckiego za wzór.

Przed kilkoma tygodniami Marcin Landecki otrzymał od ND szansę naprawienia swoich dawnych win podczas piastowania stanowiska PO Prefekta Arden i Isnelii. W celu zabezpieczenia się przed malwersacjami finansowymi Rząd zastrzegł sobie prawo decyzji o wszystkich wydatkach dokonywanych przez prefekta. Miało to nauczyć Marcina Landeckiego zasad uczciwego gospodarowania finansami samorządu. Wydaje się, ze polityka ta przyniosła pewien skutek, bowiem Marcin Landecki został jednym z najaktywniejszych prefektów. Aktywnie brał udział w konkursie MSWiA na najlepszą wewnętrzną promocję prowincji.

Od kilku dni Landecki jest już pełnoprawnym prefektem Arden i Isnelii, gdyż zwyciężył w organizowanych przez MSWiA wyborach. Jakie będą dalsze losy jego i pieniędzy prowincji? Już pojawiają się pierwsze symptomy tego, że Landecki się nie zmienił. Oby jednak to były jedynie złe dobrego początki. Marcin Landecki jest postacią o niezwykłym potencjale, to właśnie niepohamowany ciąg do pieniędzy jest główną przeszkodą na drodze do zrobienia kariery w Scholandii.

Sztuka ignorancji

Większość osób zapewne wie, co oznacza symbol trzech małpek, z których jedna zakrywa oczy, druga usta, a trzecia uszy. Co to ma do Scholandii? W buddyzmie to symbol ochrony przed złem. Dla mnie jednak bardziej teraz kojarzy się z ignorancją, z jaką spotykam się ze strony Sędziego KSS, Księcia Arden, Andre van Starcka.

Trzy razy kierowałem za pośrednictwem LD Królestwa Scholandii pytanie o podstawę prawną do pozbawienia możliwości odwołania od wyroku KSS w sprawie o zbadanie zgodności z Konstytucja ustawy o kulturze. Trzy razy moje pytanie trafiało w próżnię, mimo, że w międzyczasie Książę van Starck brał udział w dyskusjach na liście. Tym razem na łamach mojego politycznego bloga powtórzę je po raz czwarty z nadzieją, ze wreszcie uzyskam odpowiedź.

Jaśnie Oswiecony Książę, Panie Sędzio!

Proszę o podanie fragmentu Konstytucji, który daje Sadowi możliwość pozbawienia prawa do odwołania od wyroku, które jest zagwarantowane w art. 107. ust 3 KKS.

Nie zwykłem komentować wyroków Sądu, teraz też staram się tego nie czynić, mimo, że z orzeczeniem Sądu się nie zgadzam. Oczekuję jednak, że działania Sądu będą w prostej linii wynikiem zapisów prawa scholandzkiego. W żadnym wypadku orzeczenie Sądu nie może być sprzeczne z zapisami Konstytucji Królestwa Scholandii. Niestety w obecnej chwili nie mam podstaw by twierdzić, że było inaczej. W końcu Sędzia von Starck nawet nie próbował mnie przekonać do słuszności swojego działania. Jasne, nie musiał tego robić. Sąd w żaden sposób nie zależy od Rządu, Nowej Demokracji czy Janusza Lisa. Przyzwoitym jest jednak udzielanie odpowiedzi na zadane pytania. Zwłaszcza gdy jest się osobą tak doświadczoną i wysoko postawioną jak Ksiązę van Starck.

Nie wierzę w jakąkolwiek niewiedzę z zakresu znajomości Konstytucji Królestwa. W końcu Książę van Starck jest jednym z głównych jej twórców. Przyczyny tego, że wyrok został wydany z rażącym (niestety mam wrażenie, że tylko mnie) naruszeniem przepisów mogę się jedynie domyślać.

Pisać, jak to łatwo powiedzieć

To pierwsza moja wypowiedź na tym blogu, warto więc powiedzieć po co w ogóle piszę i co zamierzam przekazać swoim czytelnikom.

Strona, którą właśnie odwiedziłeś będzie moim miejscem na zamieszczanie różnego rodzaju komentarzy dotyczących bieżących wydarzeń, ale także i szerszych przemyśleń odnoszących się do Scholandii. Można powiedzieć, ze w “Zdaniem Lisa” znajdzie się wszystko to, co nie nadaje się na listę dyskusyjną, ani do prasy. Oczywiście wciąż zamierzam pisać do gazet (pracuję nad reaktywacją Życia) i na LD. Ograniczę jednak swój i tak bardzo skromny udział w pisaniu do Scholandzkiej Agencji Prasowej.

Jako, że strona ta (a dokładniej mówiąc jej kanał RSS) będzie subskrybowana przez Planetę Mikronacje warto, bym przedstawił się tym czytelnikom, którzy nie mieli jeszcze okazji bliżej mnie poznać. Nazywam się Janusz Lis i od sierpnia 2004. roku mieszkam w Scholandii. Nie będę się zagłębiał w szczegóły pisząc kiedy co robiłem przez te cztery lata.  Powiem jedynie, że zdążyłem zostać ministrem w kilku rządach, byłem posłem bodajże pięciu kadencji Parlamentu, a obecnie od niespełna dwóch miesięcy jestem premierem Królewskiego Rządu Scholandii. Do niedawna także byłem przewodniczącym Nowej Demokracji, partii w której tworzeniu i późniejszej reaktywacji mocno uczestniczyłem.

Cztery lata aktywności w Scholandii były dla mnie okresem intensywnej nauki i rozwoju. Chciałbym zatem teraz, w obliczu zbliżającego się nieuchronnie końca mojej przygody z polityką podzielić swoimi spostrzeżeniami ze wszystkimi, którzy będą mieli na to ochotę. Łatwiej bowiem napisać coś na blogu, do którego dostęp ma wiele osób, niż wielokrotnie odpowiadać na podobne pytania zadawane drogą prywatną.

Oczywiście jestem otwarty na krytykę prezentowanych przeze mnie treści. Będę bardzo wdzięczny za komentarze i uwagi dotyczące moich wypowiedzi.